Wiktoria Celmer opowiada o kulisach współpracy z Karlem Lagerfeldem

757

Ambasadorka marki Karl, której zdjęcia trafiają na stronę brandu tuż obok Gigi Hadid i Kendall Jenner. Od kilkunastu miesięcy polska blogerka współpracuje z teamem Karla Lagerfelda, tworząc stylizacje, które samemu „Cesarzowi Mody” wpadły w oko. Jak to jest zostać zauważoną przez ikonę, zapytałam Wiktorię Celmer, autorkę bloga Confassion.

Bycie blogerką wielu osobom kojarzy się jedynie z dobrą zabawą i zarabianiem na publikowaniu ładnych zdjęć. Dlaczego wybrałaś taki rodzaj pracy? Myślisz, że blogowanie w Polsce można w ogóle wpisać już do kanonu zawodów ?

Blogowanie zdecydowanie jest pracą i to wbrew pozorom wcale nie tak łatwą jak niektórym się wydaje. Śmiało można więc stwierdzić, że blogerka, bloger to nowy zawód. Zwłaszcza za granicą. W Polsce patrzy się jeszcze na blogerów z przymrużeniem oka – nawet z pogardą. Nie dziwię się, bo wiele reprezentantów tego zawodu nie wystawia nam najlepszej wizytówki. Wieczne wdzięczenie się do kamerki telefonu, nagrywanie infantylnych snapów, reklamowanie dziwnych produktów i marek nie pomaga w budowaniu pozycji oraz pozyskiwaniu szacunku na rynku. Dużo osób uważa też, że pokazywanie ciuchów, kosmetyków, ułamków z życia nie jest poważne, nie jest pracą. Osoby zajmujące się w tak dużym stopniu swoim wyglądem i wizerunkiem z założenia postrzegane są jako próżne i głupiutkie. Jeśli chodzi o to pierwsze, to zdecydowanie się zgadzam. Nie można zajmować się modą i udawać, że nie jest się próżnym. Taka hipokryzja jest często widoczna i ona również psuje nasz wizerunek. Lubię dobrze wyglądać, dbać o siebie, lubię ładne rzeczy, miejsca, nawet lubię, gdy mój posiłek jest przyjemny dla oka. Jestem estetką, a co za tym idzie – jestem próżna. I nie boję się tego przyznać. Ludzie jednak mylą próżność z byciem „pustym”. Z góry zakładają, że zamiłowanie do rzeczy materialnych jest równoznaczne z pustką wewnętrzną oraz głupotą. Z tym się nie zgadzam. Ludzka natura jest tak złożona, że w jednym umyśle czy duszy można zmieścić szereg z pozoru wykluczających się cech. Blogerka modowa może być oczytana, inteligentna, empatyczna, władać kilkoma językami  (w tym poprawnie ojczystym, bo to nie jest oczywiste!), interesować się nawet fizyką kwantową. A przy tym godzinami oglądać pokazy mody, robić zdjęcia ładnym przedmiotom i wystawiać swój wizerunek opinii publicznej. Zatem chciałabym, żeby ludzie byli bardziej otwarci i tolerancyjni. Nie tylko na blogerów, ale na wszystko.

Fot. Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Mając świadomość rynku i mentalności osób, do których dociera blogosfera, postanowiłaś jednak się tym zając, dlaczego?

Ponieważ mam silną potrzebę tworzenia. Blogowanie było początkowo ujściem dla moich emocji i kreatywności. Potrzebowałam wyżyć się artystycznie, a że nie umiem śpiewać, tańczyć czy malować, to zaczęłam robić zdjęcia i pisać. Może i banalne, ale jak się jest beztalenciem z artystyczną duszą, to chwyta się każdej możliwej opcji. I okazało się, że jakiś talent jednak mam. Może nie jest spektakularny, ale lepszy taki niż żaden.

Chyba jednak nie tak banalne, skoro współpracujesz z Karlem Lagerfeldem. Jak wygląda związek biznesowo-kreatywny z ikoną współczesnej mody?

Mojego „związku” z marką Karla Lagerfelda nie nazwałabym standardową współpracą. Uwielbiam Karla Lagerfelda oraz jego twórczość. Produkty KL pokazywałam na długo przed współpracą. Zatem wraz z jej rozpoczęciem zmieniło się tylko to, że jako jedna z pierwszych mam najświeższe informacje o nowościach i dzięki temu mogę rzetelniej prezentować ukochaną markę moim czytelnikom.  Zachwyca mnie też to, że niektóre efekty mojej pracy są pokazywane na stronie www.karl.com i oficjalnych social mediach marki. To jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem i niezmiennie się tym ekscytuję za każdym razem, gdy trafię na swoje zdjęcie na stronie Karla. Dodatkowo bardzo cenię sobie wspaniały kontakt z teamem Karla. Są to bardzo ciepli, otwarci ludzie, a do tego profesjonaliści. Nie muszę więc chyba dodawać, że to najważniejsza i najlepsza współpraca w całej mojej blogowej karierze?

Źródło: Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Pierwsze skojarzenia, gdy słyszysz Karl Lagerfeld?

Kreatywność, autentyczność, unikatowość. Karl Lagerfeld to niewątpliwie jedna z najbardziej barwnych postaci świata mody. Wydaje mi się, że zawsze mówi to, co myśli oraz żyje i tworzy w zgodzie ze sobą, a to jednak dość niespotykane w dzisiejszych czasach. Wzbudza we mnie ogromny szacunek. Do tego ogromnie intryguje i nigdy się nie nudzi, bo ciągle, nieprzerwanie zaskakuje. W końcu nie na darmo nazywany jest „cesarzem mody”. Ja zdecydowanie uważam, że nim jest.

Możesz nam zdradzić kulisy ostatniej sesji dla Karla?

Rozczaruję Was, ale ta sesja nie różniła się niczym od innych. Miałam pomysł i go zrealizowałam. Nie jestem mistrzem planowania. Nie mam kalendarza, w którym rozpisuję plan dnia czy plan sesji. Tworzę wtedy, gdy mam ochotę, starając się przełożyć mój pomysł na rzeczywistość. Nie brzmi to profesjonalnie, ale jestem profesjonalistką. Odgradzam jednak część artystyczną, czyli tworzenie sesji od całej reszty. Myślę, że planowaniem wyzbyłabym się mojego artyzmu i naturalności. Profesjonalizm jest widoczny w jakości, do której przykładam ogromną wagę. Oraz w treściach. A sposób tworzenia niech pozostanie moim własnym chaosem, w którym najlepiej się odnajduję.

Twój ulubiony produkt z kapsuły Karla?

Oczywiście torebka! Torebek nigdy dość. Tym razem urzekła mnie torebka na ramię o klasycznym kształcie, przypominająca teczkę. Jednak na tym klasyczność się kończy, bo ma elementy wykonane z mięciutkiego baranka (sztucznego). Idealna na zimę: http://www.karl.com/pl/handbag_cod45324294tm.html#dept=skcpsl.

Współpraca z Karlem, to jak sama pisałaś na swoim blogu confassion.com  „spełnienie marzeń”, jakie teraz czekają na Ciebie wyzwania modowe, jakie masz marzenia?

Teraz marzę, żeby polecieć do Paryża i odwiedzić showroom Karla Lagerfelda. Wiem, jestem monotematyczna. Oprócz tego chciałabym mieć więcej czasu na realizację swoich pomysłów, bo mam ich naprawdę wiele, a nie mam kiedy tworzyć. Chciałabym, żeby mój blog się rozwijał i był coraz ciekawszy, a to właśnie wiąże się z jeszcze większą ilością poświęconego czasu, którego już teraz mi brakuje. Moim celem jest zawsze rozwijać się i iść do przodu. Sukcesy i spełnione marzenia tylko mnie napędzają, więc choćby nie wiem co, to nie spocznę na laurach.

Rozmawiała: Sonia Przybył