Polka projektująca dla Ralpha Laurena, Ann Taylor czy Donny Karan. Wywiad z Mariolą Przetakiewicz

1132

Rysowanie, konstrukcja, szycie czyli cały product development w jednej osobie. Czy to możliwe? Jak najbardziej. Nasz rozmówca ma za sobą dwie dekady doświadczenia z największymi firmami za oceanem: Donna Karan Collection, Polo Jeans Co. Ralph Lauren, Gap, Jones New York, Ann Taylor i wiele innych. Dodatkowo, zna rynek jak mało kto i chętnie podzieli się z nami swoimi obserwacjami. Zapraszamy na rozmowę z Mariolą Przetakiewicz, dizajnerką z Nowego Jorku.

Kim jest Mariola Przetakiewicz?
Z zawodu i z zamiłowania jestem projektantką ubioru.

Co Cię inspiruje?
Czyli co kocham? Przeistoczenia kobiety z Kopciuszka w prawdziwą królewnę, fascynuje mnie zmiana, którą powoduje odpowiedni dobór ubioru. Jak chyba każde dziecko, uwielbiałam czytać baśnie, one pobudzały moją wyobraźnię. Pamiętam jak starałam sobie wyobrazić suknie z materiału tkanego z promieni słonecznych czy z księżycowej poświaty. Zdjęcia mojej prabaci, które szczęśliwie przetrwały do moich czasów, także mnie niezwykle inspirują. Godzinami mogę studiować każdą z jej kreacji.
Poza tym uwielbiam stare filmy i malarstwo. Moje ulubione okresy w modzie to lata 20. i 50. Podczas pracy często wracam do projektów z tamtych lat. Przez wiele lat studiowałam sztuki piękne – malarstwo i rysunek. Kocham kolor, strukturę, printy, a co za tym idzie: kombinacje różnych materiałów, faktur, lubię patrzeć jak się układają. Nie potrzebuję wiele, aby znaleźć natchnienie.

Wiesz, że nosisz to samo nazwisko co polska projektantka Joanna Przetakiewicz?
Oczywiście! Przetakiewicz jest niezbyt spotykanym nazwiskiem, więc mój mąż żartuje, że jesteśmy spokrewnieni. Kiedy Joanna zaczynała karierę moi znajomi zasypywali mnie pytaniami i informacjami na jej temat. Było mi miło słyszeć, że polska branża modowa rozwija się między innymi dzięki Joannie Przetakiewicz. Co więcej, moje panieńskie nazwisko – Kowalczyk jest dość popularne. Już w podstawówce miałam zaprojektować logo, pod którym chciałabym tworzyć, a moje inicjały jednoznacznie kojarzą się z Michaelem Korsem. Kiedy odkryłam, że zaprojektowany przeze mnie znak już istnieje byłam rozczarowana.

Fot. prywatne zdjęcia Marioli Przetakiewicz
Fot. prywatne zdjęcia Marioli Przetakiewicz

Co było pierwsze: projektowanie czy przyjazd do Stanów?
Projektowanie.  Zaczęło się od szycia ubranek dla lalek, później eksperymentowałam z szyciem dla siebie, mamy, przyjaciółki…

Jak to się więc stało, że znalazłaś się za oceanem?
Po prostu dołączyłam do mojego męża.

Jak wyglądały Twoje początki?
Były bardzo trudne. Bariera językowa była jednym z moich największych problemów. Natychmiast podjęłam naukę angielskiego, a po pierwszym semestrze zaczęłam uczęszczać na kursy z projektowania. Studia były pierwszym krokiem, aby zapoznać się z tą branżą, ale i tak największe doświadczenie zdobywa się pracując.

A propos szkoły i doświadczenia: skończyłaś FIT, następnie zaczęłaś pracować nad kolekcją Donny Karan, Polo Ralph Lauren, Jones New York, Ann Tylor… Jak udało Ci się zdobyć pracę w tych firmach?
Pracę w tych firmach dostałam dzięki, tylko i aż, projektom, które miałam w portfolio. Odpowiedziałam na ofertę, którą znalazłam w gazecie, bo jeszcze kilka lat temu rekrutacja odbywała się tylko w ten sposób i zostałam zaproszona na rozmowę. Kilka dni później byłam już częścią zespołu. Z czasem oferty zaczęły same do mnie przychodzić, dzięki rekomendacjom.

Jak pracuje się dla takich nazwisk? Jakie cechy charakteru należy posiadać, aby nie tylko zadowolić projektanta, ale również liczyć na kolejne zlecenie?
Na pewno trzeba być niezwykle elastycznym, gotowym do zmian i otwartym na nie. Pracując dla firm, a nie pod własnym nazwiskiem, pozostaje się anonimowym – nie ma miejsca na wielkie ego.

W czym specjalizujesz się dzisiaj?
Miałam okazję pracować dla wielu firm i pozwoliło mi to na zdobycie doświadczenia na wielu płaszczyznach branży modowej. Poza tym nauczyłam się wyczuwać potrzeby różnych klientów, dla których projektuję. Należy też pamiętać o bardzo istotnej kwestii, którą usłyszałam od jednego z moich szefów, czyli po prostu: my tu robimy pieniądze. Dziś mogę powiedzieć, że oferuję wszechstronne doświadczenie, jeśli chodzi o product development, rozwój produktu od jego koncepcji do zatwierdzenia produkcji. Obecnie pracuję jako freelancer, dzięki Internetowi mogę pracować zdalnie.

Kiedyś rozmawiałyśmy o zależności pomiędzy amerykańskim rynkiem modowym i produkcji w Chinach. To bardzo ciekawy i aktualny temat, czy możesz opowiedzieć o tym coś więcej?
To szeroki temat, wiemy że produkcja i materiały pochodzą głównie z Chin. Myślę, że jest to globalne wyzwanie. Niestety wraz z rozwojem danego kraju, wzrastają ceny za usługi. Tak więc stale szuka się innych źródeł taniej produkcji:materiałów, siły roboczej i tak dalej. Problemem stało się też minimum zamówień, zarówno jeśli chodzi o metry materiału czy ilość produktów do uszycia. Dalej: koszt prototypów, produkcji, nie wspominając o transporcie – to wszystko wpływa na koszt produktu w kraju, w którym jest on sprzedawany. Tak więc, aby sprzedawać, marki muszą utrzymywać ceny na pewnym poziomie. Niestety ich jakość nie jest taka, jak jeszcze kilka lat temu. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce, ale w Stanach więcej się mówi o tym problemie i zaczyna produkować lokalnie. Nowe technologie, takie jak 3D, z czasem wyeliminują konieczność rozwoju różnych prototypów w Azji, a to z kolei zredukuje ilość czasu potrzebną na rozwój produktu i koszty z tym związane.
Co jeszcze możesz powiedzieć o dzisiejszym rynku amerykańskim? Widzisz jeszcze jakieś zmiany na przestrzeni lat?
Oczywiście! Zmiany są ogromne. Globalizacja, szybki przepływ informacji to niektóre czynniki wpływające na zmiany. Po ilości projektantów, których mamy dzisiaj wydawać by się mogło, że to niezwykle lukratywny biznes. Jednak branża ta ma duży problem ze zbytem. Z moich obserwacji wynika, że jest zbyt dużo produktów podobnych do siebie. To zjawisko szczególnie nasiliło się w ostatnich latach. Internet na pewno miał w tym swój ogromny udział. Przykładem są pokazy mody: zdjęcia z wybiegu są dostępne jeszcze podczas pokazu! Fast fashion, krótkie kolekcje popularnych projektantów dla H&M zmieniły zachowania konsumenckie i co za tym idzie – cały rynek.
Nie wiem jak Ty, ale ja dosyć często jestem pytana o to, jak dostać pracę u projektanta w Stanach. Jaką radę dałabyś wszystkim tym młodym i ambitnym ludziom?
Myślę, że najlepszym sposobem jest staż. Jest on nisko płatny, ale to niepowtarzalna okazja do tego, by zdobyć doświadczenie. Wielu europejskich i amerykańskich projektantów zaczynało karierę właśnie w ten sposób. A w co się przerodzi staż? To już zależy od każdego młodego, ambitnego człowieka.

Mariola Przetakiewicz

Jakie cechy posiadamy my Polacy, które mogą nam pomóc w osiągnięciu sukcesu za granicą?
Na pewno wymaganie od siebie i dawanie z siebie 100%. Poza tym otwartość, gotowość na nowe, a także ciekawość i chęć nauki. Bardzo istotne są również rzetelność i odpowiedzialność. jesteśmy znani z tego, że nie boimy się pracy, a jeśli dodatkowo praca jest naszą pasją – oddajemy się jej całkowicie.

Polska branża jest obecnie na etapie intensywnego rozwoju. Przybywa sklepów, projektantów. Interesujesz się tym, co się dzieje na naszym rodzimym rynku?
Wiem i cieszę się, że polska moda się rozwija. Byłam zachwycona, gdy w 2009 roku dowiedziałam się o łódzkim fashion weeku. Dumna, bo urodziłam się i wychowałam właśnie w Łodzi. Dzięki Internetowi, Facebookowi i newsletterowi Fashion Biznes staram się być na bieżąco.

I podoba Ci się to co widzisz?
Jak sama powiedziałaś, polska branża jest na etapie intensywnego rozwoju. Nic nie powstaje z dnia na dzień. Zauważyłam, że jest kilku projektantów oferujących naprawdę nowatorskie i wyjątkowe kolekcje.

Rozpoznajesz któreś polskie nazwiska? Co sądzisz o ich pracy? Czy mają oni szansę w Stanach?
Jestem w procesie poznawania. Oczywiście znam duet paprocki&brzozowski, czyli naszych rodzimych Dolce&Gabbana :) Bardzo cenię ich projekty, chociaż zauważyłam w nich ostatnio wiele powtórzeń. Jestem ciekawa co zaoferują klientom w nadchodzącym sezonie. Podobają mi się też projekty MMC czy Lab/35, ta druga marka przypomina mi All Saints.
Myślę, że największym wyzwaniem jest pozostać oryginalnym. Nie mam tu na myśli dziwnym, ale nienaśladującym. Ważna jest jakość, wykonanie, konstrukcja i dopasowanie.  Nie sądzę, że trzeba zachęcać rodzimych projektantów do wejścia na rynek amerykański. Ostatnio nawet słyszałam o pomyśle zaoferowania amerykańskim gwiazdom jednego z filmów darmowych kreacji. Trzymam kciuki za tę żywą reklamę.

Rozmawiała Urszula Wiszowata

Możecie skontaktować się z Mariolą poprzez LinkedIn