Podróbki – intratny biznes i zmora współczesnej mody

385
handel podróbkami
Źródło: trendyoutlook.com

Ponoć stylu nie da się kupić ani podrobić, szkoda, że podrobić da się stylowe produkty. Żyjemy w czasach, gdzie potrzeba posiadania najnowszych trendów jest niezwykle silna, wręcz jakby była narzuconą społeczną normą. Wierzymy, że musimy mieć tę konkretną torebkę Dior, ponieważ jej posiadanie poprawi lub umocni nasz status społeczny. Sposób, w jaki się ubieramy jest pewnego rodzaju kodem definiującym nasze cechy i wartość. Jak to mówią, potrzeba matką wynalazków. Tak powstały podróbki, jako odpowiedź na oczekiwania pewnej grupy, która luksusowe produkty chce mieć za wszelką cenę. I nie mówimy tutaj o pieniądzach.

Podróbki towarzyszą światu mody od wielu lat. Ich historia sięga nawet pierwszych pokazów couture. To tam szkicowano projekty prezentowane na paryskich wybiegach, aby później sprzedawać je w kraju i za granicą. Do roku 1914 naszyto na ubrania ponad milion fałszywych metek. Niektóre z nich można było obejrzeć na nowojorskiej wystawie Faking It: Originals, Copies and Counterfeits. Czy mogąc dostać taką samą rzecz za ułamek wartości oryginału skusilibyście się zakup fałszywki? Czy szacowanie i optymalizacja kosztów jest tak mocno zakorzeniona w naszej naturze? Rozwój nowych technologii ułatwia pracę nie tylko projektantom, ale również fałszerzom. Jak w świecie drukarek 3D zdefiniować autentyczność?

Rynek falsyfikatów wart miliardy

Według Business of Fashion światowy rynek fałszywek wart jest ponad 450 mld dolarów. Ta ogromna machina nie tylko stanowi spory procent rocznego światowego handlu, ale odpowiada za utratę miejsc pracy liczoną w milionach, wykorzystując nieletnich, handlując ludźmi czy piorąc pieniądze. Doskonale znamy docierające do nas ze świata historie wykorzystywanych dzieci w fabrykach. Oburzamy się na samą myśl, w jakich warunkach pracują ludzie tworzący to, co nosimy i z jakich materiałów powstają produkty, które kupujemy. Przywołując te myśli od razu widzimy jak rynek dóbr luksusowych traci blask. Wzdychamy. Myślimy sobie wtedy: nie mieliśmy pojęcia. Większość konsumentów wierzy, że kupowanie fałszywych towarów jest nieszkodliwe. W produkcji podróbek Chiny wiodą prym. To fakt, ale kłamstwem byłoby stwierdzenie, że to jedyny kraj cierpiący na tę chorobę. Być może większość podróbek powstaje w Chinach, jednak sprzedawane są one na całym świecie. Brak współpracy z Chinami ułatwia fałszerzom pracę napędzając całą machinę. Dopóki konsumenci będą kupować podróbki, handel fałszywymi produktami będzie się rozwijał.

Raport OECD

Raport OECD pokazuje, że podróbki stanowią aż 5% całkowitej wartości importu Unii Europejskiej. Oczywiście podchodzimy do tych liczb z lekkim przymrużeniem oka, ponieważ wartość handlu podróbkami trudno zmierzyć. Raport przedstawia analizę rynku podróbek zwracając uwagę na metody, jakie rozwinęli dystrybutorzy fałszywek. Mowa tutaj o kamuflowaniu punktu odbioru towaru, ustalaniu coraz to nowych miejsc dystrybucji, przepakowywaniu i metkowaniu towarów. Raport zawiera również m.in. informacje o sposobach transportu podrobionych towarów. W przeciągu ostatnich kilkunastu lat nielegalne przedsiębiorstwa stały się silniejsze i bardziej profesjonalne. Dystrybutorzy używają bardzo kreatywnych metod, by uniknąć schwytania przez władze. Popularną metodą jest mieszanie w jednym transporcie towarów oryginalnych z fałszywymi, bądź fałszowanie deklaracji potrzebnych do eksportu/importu towaru. Rozłożenie produktu na czynniki pierwsze i transport poszczególnych części indywidualnie, a następnie złożenie go w kraju docelowym również jest częstą metodą. Czy gra jest warta świeczki? Sądząc po determinacji dostawców, musi. Pocieszający jest jednak fakt, że konsument staje się bardziej świadomy, a marki jak i klienci coraz częściej podnoszą kwestię podróbek i plagiatów.

Walka z podróbkami

Wojna z fałszywkami trwa i krzepiący jest fakt, że osiągnięto już jakieś zwycięstwa w na polach wielu bitew. Na wyróżnienie zasługuje Louis Vuitton, który wygrał walkę przeciwko eBay, gdzie 90% towarów marek takich jak Vuitton i Dior było podróbkami. Chanel również postanowiło walczyć z podróbkami pozywając sprzedawców Amazon.com. W zwalczanie handlu podrabianymi produktami angażują się agencje rządowe i prywatni przedsiębiorcy. W 2004 roku ICC powołało BASCAP, czyli globalną sieć skupiającą 160 milionów firm w 130 krajach. Jej członkami są m.in. duże korporacje takie jak Microsoft, British American Tobacco, w tym marki modowe:  Chanel, Lacoste czy Nike. BASCAP koncentruje się na jednoczeniu i mobilizacji firm w walce przeciw piractwu oraz podrabianiu. Organizacja tworzy zasoby wiedzy eksperckiej i stara się zwiększyć świadomość konsumentów.

Nowe technologie a podróbki

W 2016 roku BASCAP wydało szereg publikacji zwracających uwagę na rozpowszechnianie się piractwa i handlu podróbkami. Podniesiono w nich kwestię polityki „zero tolerancji dla fałszerstwa”. Oprócz tego podkreślona została wartość kontroli łańcuchów dostaw, podnoszenia świadomości wśród konsumentów i przedsiębiorców czy zacieśnienia współpracy w ramach wymiany informacji. Wiele firm takich jak Rolex czy Abercrombie&Fitch prowadzi dochodzenia na własną rękę wydając ogromne sumy, aby przeciwdziałać nielegalnym działaniom, co podbija również cenę oferowanych produktów. Niektórzy specjaliści są zdania, że rynek podróbek tak dobrze prosperuje i ciężko go zwalczyć, ponieważ duża część konsumentów nie zdaje sobie sprawy, że kupuje podrobione produkty. W Wielkiej Brytanii sukcesywnie zamykane są strony internetowe sprzedające podróbki, jednak to nadal nie wystarcza. Wydaje nam się, że Internet ma za duży zasięg, żeby ręka sprawiedliwości mogła go ogarnąć. Nowe technologie ułatwiają fałszerzom reklamowanie i dystrybucję podróbek, ale także dostarczają kluczowych narzędzi do walki z nimi. Co prawda niektórzy klienci wielokrotnie kupili podrobione towary na witrynach łudząco podobnych do np. Net-a-Porter czy MyTheresa. Daniele Sommavilla, wiceprezes Certilogo, platformy uwierzytelniania produktów, z której korzystają m.in. Moschino, Versace czy Stone Island twierdzi, że trzy czwarte klientów, którzy kupili fałszywe produkty zrobiło to nieumyślnie.

>>>Czytaj również: Jak platformy sprzedażowe walczą z podróbkami.. jeśli w ogóle!

Firmy zaczęły wdrażać technologie i złożone algorytmy do śledzenia sprzedaży podrabianych produktów. Konsumenci mogą również zarejestrować produkt na specjalnej platformie i jeśli jest on fałszywy to zarówno klient, jak i marka zostaną o tym poinformowani. Od jesieni 2014 roku marka Ferragamo instalowała mikrochipy RFID w niemal wszystkich podeszwach swoich butów damskich. Nie wiemy czy przyczynił się do tego ten ruch, ale w 2015 roku firma zniszczyła ponad 12 tys. fałszywych elementów w wyniku ogólnej strategii walki z podróbkami. Od wiosny 2016 roku wszystkie buty Moncler również zawierają chipy RFID, które konsumenci mogą zweryfikować za pomocą smartfonów. Takie rozwiązania wykorzystują siłę konsumentów, a marki nie są już zależne wyłącznie od specjalistów. Niestety technologie mają z natury ograniczony okres eksploatacji, więc powinny być bieżąco aktualizowane co również idzie w parze z kosztami. Mogą one być także wykryte przez fałszerzy i również skopiowane. Podsumowując: rewolucja cyfrowa sprawiła, że marki luksusowe są widoczne i pożądane, a co za tym idzie stworzyła popyt, który fałszerze są w stanie zaspokoić.

Jak jest w Polsce?

Polska nie jest wyjątkiem pod tym względem. W mediach noszenie i sprzedawanie podróbek jest szeroko piętnowane. Zapewne pamiętacie sytuację, kiedy podrobiony zegarek marki Hublot nosił były minister transportu Sławomir Nowak, a piłkarz Wojciech Szczęsny przyznał się do celowego zakupu fałszywej wersji zegarka za co został skrytykowany przez kibiców. Jesteśmy narodem po części świadomym, wspierając się w zakupach oryginalnych produktów. Internauci często tworzą listy sprzedawców oferujących podróbki, jak na allekicz.pl czy zakładają strony na Facebooku obnażając i zawstydzając przy tym nieuczciwych dostawców. Jak jednak wykazało badanie zrobione przez ARC dla Rzeczpospolitej w ciągu ostatnich dwóch lat aż 48% badanych kupiło podróbkę. Głównym miejscem zakupów jest oczywiście Internet, zaś najczęściej kupowanymi towarami kosmetyki (54%) oraz ubrania (51%). Jak widać wszędzie otaczają nas podróbki.

Co więc powinien zrobić projektant, po tym jak odkryje, że jego produkt skopiowano? 

Zapytaliśmy o to Arkadiusza Szczudło, doświadczonego prawnika i wiceprezesa Instytutu Prawa Mody, który pocieszył, że jest kilka możliwości ochrony projektów. Szczudło odpowiedział, że w przypadku, gdy mówimy o projektach niezrealizowanych, warto skorzystać z dobrej umowy o zachowaniu poufności (NDA), w której uwzględni się informacje przekazywane drugiej stronie i oznaczy je jako poufne. Gdy naruszenia dokonała osoba niebędąca z projektantem w żadnej relacji można zarejestrować znak towarowy, bądź zgłosić wzór przemysłowy.

Co jeśli nie skorzystamy z żadnej z tych opcji?

Prawnik radzi, iż w przypadku, gdy nie skorzystamy z żadnej z powyższych metod, istnieje możliwość oparcia się na Ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych – o ile projekt spełnia przesłanki utworu. Podczas kopiowania danego utworu, może dochodzić do naruszenia zarówno autorskich praw majątkowych, jak i osobistych. Przysługuje nam wtedy szereg roszczeń, takich jak np. żądanie: zaniechania naruszeń, usunięcia jego skutków, naprawienia wyrządzonej szkody, wydanie uzyskanych korzyści. Inna metoda to skorzystanie z przepisów Ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, o ile projektant i naruszyciel są przedsiębiorcami. W takiej sytuacji projekt nie musi być utworem.

Jesteśmy czwartym rynkiem UE w kwestii sprzedaży fałszywych towarów. Czy nie wstydzimy się kupować podróbek? Czy nie mamy poczucia niestosowności jeśli tego dokonujemy? Ktoś by mógł rzec, że niby dlaczego mamy tego nie robić, przecież celebryci i politycy również je noszą. Być może winny jest fakt, że brak u nas kampanii uświadamiających, że podróbki to kradzież?

Autor: Monika Szabelska