F5 kpi z prawa autorskiego na Instagramie i wyśmiewa artystów, którym ukradli zdjęcia

348
F5 kradnie zdjęcia wyśmiewa artystów
źródło: instagram F5 @fpiec

Long story short: oto jak nie prowadzić social mediów. F5 nieźle nagrabiło sobie wśród polskich artystów publikując zdjęcie, które ukradli z social mediów, a potem wystawiając na Instagramie… dosyć nietypowe przeprosiny.

Oczywiście, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie miał wpadki w social mediach. Ale to, co się dzieje na F5 wzbudza gniew na niemalże wszystkich Facebookowych grupach młodych i ambitnych artystów. Nie wiem co gorsze, „pożyczenie” zdjęcia czy te żenujące tłumaczenia. – pisze internautka Justyna. Redakcja postanowiła bez zgody autorki wziąć  zdjęcia Coco Kate (@coc0m0). Po jej reakcji na kradzież, opublikowano oświadczenie:

SERIO? Serio odpisujecie na takim poziomie i zamiast przyznać się do błędu, przeprosić, zadośćuczynić to próbujecie cisnąć bekę ze zwykłego złodziejstwa? Nie wiem kto u was zajmuje się SM, ale robi to bardzo źle. Rozumiem ogólny vibe i chęć doganiania rzeczywistości i bycia cool (czy jak to się tam teraz mówi), ale czym innym jest śmieszkowanie na fanpejdżach, a czym innym robienie komercyjnego, oficjalnego projektu, na którym zarabia się kasę. Tracicie szacunek waszej grupy docelowej, to wizerunkowy strzał w kolano. Ogarnijcie się! – pisze Patryk Chilewicz z Vogule Poland pod zdjęciem na Instagramie. Oficjalne oświadczenie jednak nie wystarczyło i F5 zaczęło publikować kolejne prześmiewcze zdjęcia.

Internauci i młodzi artyści są zdenerwowani ignorancją F5. W waszym przypadku to by się bardziej przydał kontakt do dobrego specjalisty, bo za PR chyba odpowiada u was pięciolatek z kompleksem niższości. – podsumowują wpisy redakcji użytkownicy Instagrama.

Co więcej, po Instagramie i Facebooku hula właśnie reklama ich długo zapowiadanej drukowanej edycji pisma. Na okładce praca Anne Seelmann (@anne.seelmann). Wydaje mi się, że użyli Twojej pracy do okładki pisma. Dałaś im na to zgodę? – pyta użytkownik w komentarzu, oznaczając autorkę. Absolutnie nie! – pada odpowiedź. Szykuje się większy skandal?