Dlaczego nie potrafimy ze sobą współpracować i jak to robią za granicą

935
źródło:thelocalbrand.com

Czy Polacy potrafią ze sobą współpracować? Czy współpraca jest w ogóle potrzeba? Czy w szkołach, niezależnie od dziedziny, jaką wybraliśmy, uczymy się działać w grupie?

Każda gałąź przemysłu oparta jest na współpracy. Chociaż moda jest w dużej mierze dziedziną artystyczną i opiera się na indywidualnych jednostkach, to aby stworzyć wartościowy rynek, współpraca jest niezbędna, a w pojedynkę niewiele zdziałamy, nieważne jak genialni byśmy nie byli. Domy mody to przedsiębiorstwo, w którym każdy zna swoje obowiązki i wie co robić, ale musi też wykazać się zdolnościami miękkimi podczas pracy z ludźmi. Cała polska branża powinna w końcu zrozumieć, że współpraca jest niezbędna do tego, by zbudować wartościowy, dochodowy rynek. Sposób, w jaki pracujemy wynosimy ze szkoły, ale czy nasze uczą współpracy? I jak to wygląda w innych państwach?

Za granicą uczniowie szkół, a później studenci uczeni są gry zespołowej: przygotowują razem projekty, poddawani są konstruktywnej krytyce, działają razem i przygotowywani są do tego, że grają do jednej bramki, a dla indywidualności i kreatywności każdego z nich i tak znajdzie się miejsce i nisza. Poza tym studenci zagranicznych szkół wysyłani są na staże, praktyki, by wiedzieć, jak wiedza książkowa realizuje się, gdy znajdą się pomiędzy ludźmi, z którymi muszą się dogadać, by stworzyć coś wartościowego: nieważne czy mówimy tu o strategii marketingowej, stworzeniu sukienki czy zorganizowaniu imprezy. W Polsce ludzie skrzętnie kryją swoje projekty, rywalizują nawet wewnątrz organizacji, a pracę zespołową uważają za zło konieczne, bo sami zrobiliby to „lepiej i szybciej”.

W 2014 roku na zlecenie polskiego oddziału 3M firma TNS Polska przygotowała raport Innowacyjny Polak 2014, z którego wynikało, że Polacy nie potrafią współpracować. Doszukano się u nas takich cech jak: awersja do współpracy; przejmowanie się głównie swoim dobrem, nawet jeśli działa się w grupie czy mały kapitał społeczny.

Czy przez te kilka lat coś się zmieniło? Raczej nie. Na uczelniach nadal stawia się bardziej na samodzielną pracę niż działanie w grupie. Studenci nawet jeśli muszą wykonać dany projekt razem to dzielą się nim i wykonują swoje części w domu, a nie spotykają się, by to obgadać. Taka praca jest zbieraniną mniejszych, jednostkowych materiałów, które się potem skleja.

W Berlinie takie podejście nie jest popularne. Kultura pracy jest podobna na każdej uczelni. Kolejny projekt jest szansą na spotkanie ze znajomymi, dyskusję, wymianę zdań, kombinowanie, co by tu ulepszyć. Projekty, przy których wspólnie pracowała moja znajoma z międzynarodowym towarzystwem zbliżyły ich na tyle, że teraz w każdy piątek – łącznie z wykładowcą, który moderował ich pracę – wychodzą na miasto, by porozmawiać w luźniejszej atmosferze. Nie ma też takiej przepaści między nauczycielem a studentem. W Berlinie razem z wykładowcami się dyskutuje, pracuje, zaprzyjaźnia. Są częścią zespołu i zależy im na efekcie pracy studentów, a nie kolejnej indywidualnej publikacji, jak często jest w przypadku naszych uniwersyteckich naukowców.

źródło: pexels.com

W Edynburgu, w którym studiowała projektantka Dominika Syczyńska już na pierwszych zajęciach studenci musieli podzielić się na grupy i przez kolejne trzy miesiące razem współpracować. Razem spotykali się w bibliotece, dyskutowali, doprecyzowywali prezentację. Nie zawsze było łatwo, bo studiujący byli z różnych zakątków świata, a poziom angielskiego różny. Musieli więc pomagać też słabszym, by końcowy efekt był na jak najwyższym poziomie. Jak wspomina Dominika, początkowo irytował ją taki system pracy, ale doszła do wniosku, że nie chodzi tylko o oddany projekt, ale także to, co działo się po drodze: umiejętność rozdzielenia i oddelegowania obowiązków, sprawdzenia, kto w czym najlepiej się realizuje, nawiązywanie kontaktów.

Problem pojawia się też w przypadku praktyk i stażów. W Polsce większość studentów musi sama organizować sobie takie działalności i często ciężko jest je pogodzić z napiętym grafikiem studiów. Niektóre kierunki mają w programie obowiązkowe zaliczenie z praktyk, jednak gdzie i jak je załatwisz, zależy od ciebie. W związku z nimi nie masz też mniejszej liczby godzin zajęciowych, musisz radzić sobie z tym sam. Wiele słyszy się również o „parzeniu kawy” na stażach, wykorzystywaniu praktykantów do biurowych, nieistotnych prac, podczas których nie zdobywa się potrzebnych kompetencji. Nadia, która jest na piątym roku architektury, spotkała się z problemem już podczas szukania stażu w Polsce. Biura albo nic nie odpisywały, albo zanim zapytały o cokolwiek zastrzegały, że nie mają pieniędzy na stażystów. W końcu się poddała i postanowiła porozsyłać portfolio za granicę. Większość biur odpisała, a nawet, jeśli nie miała aktualnie miejsca – dawała informację zwrotną, odpowiadała, że zapiszą sobie portfolio i mejla na przyszłość. W końcu postanowiła wyjechać do Pragi i tam odbyć staż. Szefowa, która ją przyjmowała, pomogła znaleźć jej mieszkanie, ustaliła wynagrodzenie i obowiązki. Nadia była angażowana w wiele projektów, mogła rozwinąć się nie tylko warsztatowo, ale i kreatywnie, traktowano ją jak członka zespołu, wszystko z nią konsultowano, omawiano i wypracowywano wspólny plan. Jak sama przyznaje: Kiedy słyszałam, co moi znajomi robili zostając w Polsce na praktykach, cieszyłam się, że zdecydowałam się wyjechać na pół roku do Czech. Osoby, które tu zostały bindowały A4 lub przerysowywały rzuty. W Polsce kreatywność jest zabijana, dlatego myślę o wyjeździe za granicę po studiach.

Dominika ma podobne doświadczenie. Za granicą dostała projekt do zrealizowania, który wymagał od każdego, żeby poszedł na choćby dwutygodniowy staż do lokalnej firmy po to, by zrobić odpowiednie badania/reserach potrzebny do zaliczenia danego projektu. Dominika wspomina swoje doświadczenie: Na studiach z event managementu musiałam znaleźć organizację non-profit, która organizuje eventy w Szkocji i dla nich zrobić projekt – opracować realny event, wdrożyć go, a następnie na zaliczenie opisać wszystkie jego etapy. Ocena była uzależniona od powodzenia przedsięwzięcia – odbioru, oprawy medialnej, zasięgu itp. Na tym poziomie musiałam także współpracować z innymi studentami z mojej grupy, bo razem musieliśmy opracowywać plan działania – pracę w organizacji na każdy tydzień, a potem na kolejnych wykładach porównywaliśmy nasze doświadczenie i omawialiśmy, czy udało nam się coś zrobić czy nie.

Taki rodzaj współpracy jest dobry nie tylko dla studenta, ale także firmy. Często studenci mogą wnieść coś nowego do organizacji lub wskazać na aspekt wymagający korekty. Poza tym student, który przeprowadzi udany projekt ma szansę na współpracę z daną placówką, nie wspominając o kontaktach, które sobie wyrabia, a które są niezwykle ważne w każdej branży. Tego typu studia, łączące teorię i praktykę, mają sens.

W Stanach współpraca jest na najwyższym poziomie. Każdy przedmiot na studiach oparty jest na niej, bo ekonomia oparta jest głównie na pracy w korporacji. Ula, naczelna Fashion Biznes porównuje swoje doświadczenie ze Stanów i Polski: W Stanach jest ogromna dyplomacja i szacunek, ludzie mają klasę pod tym względem i szanują się nawzajem, są niezwykle mili nawet jeśli nie popierają twoich działań lub nie chcą się podpisać pod twoim projektem w danym momencie. Wesprą Cię konstruktywną krytyką, ale nie skrzywdzą. W Polsce natomiast bardzo personalnie podchodzi się do takich relacji i żeby jakikolwiek projekt zrealizować to musisz się z kimś przyjaźnić. Zrealizowanie celów opiera się stricte na osobistych więziach, a nie chłodno wykalkulowanym biznesie, który może przynieść długotrwale efekty. To jest głupie, bo na personalnych relacjach możesz polegać tylko do momentu, kiedy wszystko dobrze się układa.

Nauka współpracy zaczyna się już od najmłodszych lat. Nasze rodzime szkoły powinny zacząć rozwijać w swoich uczniach, a potem studentach nie tylko kreatywność, ale również umiejętność działania w grupie. Branży modowej z pewnością nie zaszkodziłoby łowienie talentów ze szkół, poświęcenie trochę czasu swoim stażystom, którzy chętnie przyswoją wiedzę, a w przyszłości być może staną się częścią dobrze prosperującej firmy i przyczynią się do jej sukcesu.

Autor: Tatiana Zawrzykraj