ANALIZA: Czy Anna Wintour pomoże wrócić na salony marce Marchesa?

152
fot. vogue.com
Źródło: vogue.com

W najnowszym wydaniu amerykańskiego „Vogue’a”, redaktor naczelna magazynu Anna Wintour po raz kolejny używa swojej pozycji, by ratować wizerunek swojego pupilka. Tym razem chodzi o Georginię Chapman, współwłaścicielkę i projektantkę domu mody Marchesa. Sukces tej misji stoi jednak pod znakiem zapytania.

Najgłośniejsza afera ostatnich lat

Jeżeli jesteście na bieżąco z tym co dzieje się na świecie, z pewnością słyszeliście o aferze Harveya Weinsteina. Oskarżenia o molestowanie seksualne przez hollywoodzkiego producenta pojawiały się z każdej strony. Swoje historie głośno opowiedziały m.in. Gwyneth Paltrow czy Lupita Nyong. Ta niezwykle głośna sprawa postawiła w złym świetle nie tylko Weinsteina, ale także jego żonę – Georginię Chapman.

Koniec bajki z metką Marchesa

Jeszcze niedawno projekty Marchesy cieszyły się niesłabnącym powodzeniem, w szczególności jako kreacje wybierane na czerwony dywan. Bajka skończyła się wraz z wybuchem afery Weinsteina. Dziennikarze, styliści i klientki nie chcieli wierzyć w zapewnienia Chapman, że nie miała pojęcia o ekscesach męża. Nawet szybka separacja nie przyniosła pożądanego rezultatu. Czyżby świat mody definitywnie odwrócił się od Marchesy?

Niezupełnie…

Wielki powrót?

Ubiegły poniedziałek, gala MET w Nowym Jorku. Scarlett Johanson pojawia się w bordowej, zdobnej kreacji z metką Marchesy. Trzy dni później, czerwcowe wydanie magazynu „Vogue” ląduje w kioskach, a w nim? Wstępniak redaktor naczelnej – Anny Wintour – pełny żalu, rozpaczliwej próby przywrócenia twarzy Georginie Chapman, według Wintour „dobrej dziewczyny, wychowanej w starym stylu, nauczonej, by być dobrą żoną”.  Dalej, Editrix (jak nazywana jest przez niektórych Wintour) prosi o zrozumienie i współczucie dla zranionej żony Weinsteina.

Wołanie o pomoc

Nie jest tajemnicą, że przez wiele lat Wintour współpracowała z Weinsteinem, korzystając z jego finansowego wsparcia przy organizacji różnego rodzaju wydarzeń. W zamian za hojną pomoc, użyła swojego autorytetu oraz medium, którym zarządza i bez większego wysiłku wypromowała markę Marchesa, (stworzoną dzięki pieniądzom Weinsteina) wśród gwiazd i czytelniczek magazynu. Teraz robi to ponownie, ale wydaje się, że ubiegłotygodniowy list czy powrót kreacji Marchesy na salony (nikt nie ma wątpliwości, że „wybór” Scarlett zatwierdziła sama naczelna) w obliczu tak ciężkich zarzutów może nie wystarczyć.

Anna Wintour – odsiecz dla kontrowersji

Jak przypomina „The Cut”, Wintour w przeszłości próbowała już „rehabilitować” projektantów. Wspomnieć wystarczy o historii kampanii reklamowej marki Calvin Klein z udziałem półnagich dzieci – Wintour broniła Kleina przekonując, że reklama jest na miejscu, bo „moda to jedna wielka prowokacja”. Podobnie w przypadku Johna Galliano, którego oficjalnie wsparła („nadszedł czas, by mu wybaczyć”) po ogłoszeniu, że wraca do świata mody jako dyrektor kreatywny Maison Martin Margiela.

Rehabilitacja. Czy to możliwe?

W przypadku Marchesy sprawa może być trudniejsza co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, echa afery Weinsteina są bardzo widoczne również dzisiaj, wiele miesięcy po jej wybuchu. To prawdopodobnie jedna z najgłośniejszych spraw ostatnich czasów, ruch #metoo spopularyzowany po ujawnieniu afery, urósł do niespotykanych rozmiarów, a problem molestowania zaczął być szeroko dyskutowany nie tylko w branży rozrywkowej. Po drugie, nie ma wątpliwości, że Georginia Chapman – do tej pory znana raczej jako „żona swojego męża” niż projektantka, nie może liczyć na przychylniejsze traktowanie z powodu swoich umiejętności czy talentu, tak jak miało to miejsce choćby w przypadku wspomnianego już Johna Galliano.

Czy papieżyca mody posunęła się więc za daleko? Jej zamiary wydają się być szczere, z drugiej strony w obliczu tak poważnych oskarżeń, nie mam wątpliwości, że kobiety nie chcą być utożsamiane z marką jakkolwiek związaną z Weinsteinem. Wsparcia można przecież udzielić na wiele sposobów – ten wybrany przez Wintour to chyba nie tylko płynąca prosto z serca troska, ale także biznesowy majstersztyk. Czy będzie miał pozytywne skutki? O tym przekonamy się pewnie przy okazji kolejnych czerwonych dywanów.

Przeczytaj także >>> Ta marka wycofuje się z New York Fashion Week